Porzucił fotele prezesa globalnych agencji marketingowych i wraz z wówczas 17-letnim synem ruszył w trwającą rok wyprawę przez 39 krajów. Rozmawiając z ponad setką naukowców z Harvardu czy Stanfordu, Marek Piotrowski nie tylko stworzył unikalną „Mapę Longevity”, ale odkrył najważniejszą prawdę: najpotężniejszym biohackiem na długie życie jest zdolność do pokochania samego siebie i dbanie o głębokie relacje. Rozmawiamy o kulisach powstawania projektu Live Beyond, przełamywaniu barier w świecie nauki i o tym, dlaczego najcenniejszą lekcję wyniósł właśnie z podróży i współpracy z synem.
Michał Wieczorek: Marku, mówisz o sobie „longevity advocate” – ambasador długowieczności. Nie jesteś lekarzem ani naukowcem, a jednak Twoja inicjatywa Live Beyond przyciąga uwagę na całym świecie. Skąd w marketerze, który przez lata pracował dla marek takich jak Coca-Cola czy Burger King, nagła potrzeba zmiany kierunku o 180 stopni?
Marek Piotrowski: To był proces. Około siedem lat temu szukałem nowego celu życiowego i trafiłem na konferencję technologiczną w San Francisco. Usłyszałem tam ludzi, którzy z pełną powagą planowali innowacje mające zmienić świat za 20-30 lat i inwestowali w to całe swoje majątki. Mówiono o eksploracji kosmosu, krionice i właśnie longevity. Poczułem moment eureki. Postanowiłem, że wykorzystam swoje wieloletnie doświadczenie w budowaniu wielkich marek komercyjnych, by wesprzeć świat nauki, biotechnologii i medycyny precyzyjnej. Chcę dać spotlight naukowcom, by ich badania przyspieszyły i by prawdziwa długowieczność stała się dostępna jeszcze w naszym lifetime’ie, a nie dopiero dla naszych wnuków.
Wtedy też pojawił się pomysł na roczną podróż dookoła świata?
Zamysł zrodził się, gdy mój syn Alek kończył liceum i planował gap year. Pomyślałem: połączmy czas ojca i syna z misją naukową. Na kawałku serwetki rozrysowałem mapę najważniejszych ośrodków longevity na świecie, dodając do tego miejsca do surfingu i trekkingu, które obaj uwielbiamy. Wkrótce potem, za namową przyjaciela, kupiliśmy profesjonalny sprzęt filmowy i ruszyliśmy w drogę, by udokumentować te poszukiwania. Alek szybko wszedł w rolę – od obsługi drona i kamer, po przeprowadzanie wywiadów z topowymi badaczami na naszych pierwszych konferencjach w Irlandii.
Podczas tej podróży stworzyłeś coś, co nazywasz „Mapą Longevity”. Co się na niej znajduje?
Zauważyłem, że w świecie długowieczności jest mnóstwo wybitnych specjalistów, ale brakuje spojrzenia z lotu ptaka, które scalałoby tę wiedzę w zrozumiałą całość. Moja mapa dzieli ten obszar na pięć kluczowych części: Longevity Basics (podstawy), Biohacking Upgrades (zaawansowane technologie i medycyna precyzyjna), Radical Life Extension (radykalne wydłużanie życia), niezwykle ważna oś prewencji oraz piąty element – tworzenie nowej kultury i przyszłości, w którą zdrowie oraz radość są trwale wbudowane. Przez cały rok wypełnialiśmy luki w tej mapie, rozmawiając z ekspertami.
No właśnie – rozmawialiście z ikonami nauki, takimi jak Andrea Maier, Steve Horvath czy Brian Kennedy. Jak udało Wam się otworzyć drzwi do ich laboratoriów, a często nawet prywatnych domów?
Początkowo na konferencjach naukowcy patrzyli na nas z dystansem, spodziewając się tradycyjnych dziennikarzy z iPhone’ami. Kiedy jednak wchodzili do zaaranżowanego przez nas studia z pięcioma profesjonalnymi kamerami, światłami i mikrofonami, a pytania zadawał im duet ojca z synem, bariery natychmiast znikały. Wchodzili z nami w głęboką, emocjonalną podróż. Andrea Maier stała się dla nas jak ciocia, ze Steve’em Horvathem czy Brianem Kennedym zaprzyjaźniliśmy się prywatnie. Spędziliśmy tydzień w domu Liz Parish (!) Paris w Seattle, z Chilijskimi naukowcami przemierzaliśmy pustynię Atacama, a z Erikiem Verdinem z Buck Institute poszliśmy na tor wyścigowy. Ta ludzka, rodzinna konfiguracja otworzyła drzwi, których nie otworzyłyby żadne legitymacje prasowe.
Brzmi jak sielanka, ale spędzenie roku 24 godziny na dobę z 17-latkiem w ciągłym ruchu, w małych pokojach hotelowych, musiało rodzić tarcia.
Alek przechodził naturalny okres nastoletniego buntu, a ja doświadczałem go bezpośrednio, bez filtrów. Do tego doszła ogromna odpowiedzialność zawodowa – on odpowiadał za gigantyczny budżet sprzętowy i zabezpieczanie terabajtów danych. Mieliśmy momenty kryzysowe, w których byłem przerażony i proponowałem mu nawet powrót do Polski. Jednak to Alek mówił wtedy: „Tato, nie poddajemy się, jedziemy dalej”. Przełom nastąpił po pół roku w Australii. On zaakceptował, że jesteśmy do siebie podobni, a ja zrozumiałem i uszanowałem nasze różnice. Złapaliśmy niesamowity, wspólny flow.
Czego ta podróż nauczyła Cię w kontekście biologii starzenia?
Moja największa lekcja z tej podróży paradoksalnie wcale nie dotyczyła stricte medycyny, ale cechy zwanej resilience – odporności psychicznej, emocjonalnej elastyczności i utrzymywania relacji, dzięki Alkowi. Zawsze miałem tendencję do nadmiernego analizowania konfliktów, mój wewnętrzny „Woody Allen” ciągle szukał winy we mnie. Alek po spięciu potrafił po 15 minutach funkcjonować tak, jakby nic się nie stało. Nauczyłem się od niego odpuszczać. Jeśli wiemy, że się kochamy i mamy dobre intencje, 90% codziennych mikro-konfliktów należy po prostu odciąć i iść dalej. Zarządzanie stresem i emocjami bezpośrednio przekłada się na nasz układ nerwowy i długowieczność.
Wspomniałeś też o akceptacji samego siebie jako fundamencie zdrowia. Możesz rozwinąć tę kwestię?
Gdy kilka lat temu zacząłem pracować nad swoimi traumami z dzieciństwa, m.in. poprzez terapię wspomaganą psychodelikami (MDMA, która jest najlepszą terapią na świecie do leczenia traum i powoli wkracza do klinik na całym świecie – zrozumiałem, że pierwszym krokiem do długowieczności jest akceptacja i pokochanie samego siebie. Jeśli kochamy siebie – zaczynamy kochać świat który nas otacza i ludzi – i wtedy zyskujemy też realną motywację – by priorytetyzować swoje wellness ponad wygodą.
A podstawą longevity jest coś, co powtarzam każdemu, kto o to pyta: “traktuj swoje ciało, serce i umysł jak świątynię, a nie jak śmietnik”. dopóki nie pokochasz siebie, nie będziesz miał realnej motywacji, by dbać o swój organizm. Kiedy autentycznie lubisz swoje życie, dbanie o to „naczynie”, jakim jest ciało, staje się naturalnym odruchem. Przestajesz pić, palić czy niszczyć się toksycznymi nawykami nie z przymusu, ale z miłości do własnego istnienia. Dlatego longevity potrzebuje całej wioski – naukowców, lekarzy, ale też strategów, psychologów i opowiadaczy historii – tylko wspólnie możemy stworzyć nową kulturę z wbudowaną dbałością o zdrowie, longevity i codzienną radość. pomogą ludziom zmienić ich kulturę życia.
To doskonały manifest, który idealnie zapowiada Twoje wystąpienie na nadchodzącym wydarzeniu. Bardzo dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na ELEVATE!
Wielkie dzięki, do zobaczenia w Warszawie!

