Czy wizja życia trwającego 200 lat to jedynie science fiction, czy może absolutne minimum, które technologia pozwoli nam osiągnąć jeszcze za naszego życia? W tym wywiadzie rozmawiamy o wnioskach z rocznej podróży przez pięć kontynentów, roli zaawansowanej diagnostyki, fenomenie Singapuru oraz o tym, dlaczego stan naszych relacji i pokochanie siebie są silniejszymi predyktorami długowieczności niż ciśnienie krwi czy poziom cukru.
Moim rozmówcą był Marek Piotrowski – ambasador longevity, reżyser, strateg marketingowy i twórca inicjatywy Live Beyond. Spędził on rok podróżując z synem Alekiem po świecie i rozmawiając z ponad setką czołowych naukowców, lekarzy i ekspertów od zdrowia – od Harvardu po Okinawę. Na ELEVATE opowie, jak najnowsza nauka łączy się z codziennymi praktykami wspierającymi długie i zdrowe życie.
Aneta Kmiecik: Jesteś ambasadorem długowieczności – longevity advocate. Co to tak na dobrą sprawę oznacza i jak trafiłeś do tej branży po latach pracy dla globalnych marek?
Marek Piotrowski: Całe życie pracowałem w marketingu i komunikacji, prowadziłem agencję reklamową i pracowałem dla największych marek – od Coca-Coli, przez Pizza Hut i Burger Kinga, po alkohole i wyroby tytoniowe. W pewnym momencie, na jednej z konferencji dotyczących przyszłości, zostałem zainspirowany, aby skupić się na rzeczach, które zmienią świat na lepsze za 20-30 lat, a nie tylko na tym, co jest tu i teraz. Postanowiłem pomóc najważniejszej dzisiejszej branży, czyli właśnie longevity.
Ponieważ nie jestem lekarzem ani naukowcem, postanowiłem wykorzystać swoje doświadczenie, aby wspierać naukę, by rosła jeszcze szybciej i abyśmy mieli długowieczność za naszego życia. Stąd bycie jej ambasadorem. A ponieważ zakładam, że jeśli będziemy żyli te 200 lub więcej lat, to jeszcze zdążę pójść na studia, zrobić biotechnologię lub zostać lekarzem, by wspierać to wszystko jeszcze mocniej od tamtej strony.
W Twoich wypowiedziach pojawia się granica 200 lat. Skąd wzięła się ta wizja i przekonanie, że to realny wiek dla człowieka?
To nie tylko kwestia tego, czy to realne – uważam, że 200 lat to jest wręcz minimum, które powinniśmy mieć. Z jednej strony wiąże się to z podejściem do samego siebie. Kilka lat temu na retreacie na Bali usłyszałem, że powinniśmy siebie pokochać. Na początku brzmiało to dla mnie absurdalnie, ale zrozumiałem, że jeśli polubimy i pokochamy siebie, to nie chcemy, aby to wszystko się kończyło – im dłużej możemy być na tym wspaniałym świecie, tym lepiej. Tę chęć do długiego życia warto w sobie obudzić.
Z drugiej strony, po podróży z moim synem zrozumiałem, że już teraz, wdrażając to, co wiemy, możemy spokojnie dodać sobie 20-30 lat zdrowego życia. Żeby jednak dodać kolejne 50 czy 100 lat, potrzebujemy radykalnych metod wydłużenia życia: terapii genowych, częściowego reprogramowania epigenetycznego, ksenotransplantacji czy biodruku 3D. Te technologie już są, to nie jest rocket science za kilkaset lat. Trzeba je rozwijać i dokładać budżetów. To będzie proces step by step – dołożymy 20-30 lat, minie dekada i dołożymy kolejne. Jeden z naukowców powiedział mi, że tak naprawdę wystarczy co roku odmłodzić się o jeden rok. Brzmi całkiem wykonalnie.
Wspomniałeś o reprogramowaniu epigenetycznym. Ostatnio głośno jest o badaniach w tej dziedzinie.
Tak, to technologia zapoczątkowana przez Shinyę Yamanakę, który w 2006 roku dostał za to nagrodę Nobla. W tym roku rozpoczęły się już badania kliniczne na ludziach. Chodzi o to, by za jakieś 20 lat pójść do lekarza i móc powiedzieć: „Hej, chciałbym mieć 15 czy 30 lat mniej”. Wierzę, że do tego dojdziemy.
Przez rok podróżowałeś po świecie z nastoletnim synem, rozmawiając z wybitnymi naukowcami. Czego ta podróż nauczyła Was o relacjach, które w kontekście longevity są przecież kluczowe?
Najważniejsze rzeczy, jakich się dowiedziałem, to te, których nauczyłem się od mojego syna. Wskazałbym tu na pojęcie resilience w relacji – pewną siłę przetrwania, elastyczność. Początek podróży nie był łatwy, przez pierwsze pół roku dochodziło do starć i spięć, bo przebywanie ze sobą 24 godziny na dobę w jednym pokoju rodzi emocje. Ja chciałem rozwiązywać problemy od razu, analizować je, a zauważyłem, że mój syn po 15 minutach zachowywał się tak, jakby nic się nie stało – po prostu szedł dalej.
Zainspirowało mnie to do wniosku, że jeśli dwoje ludzi się kocha, to nie musimy o wszystkim rozmawiać. Około 80% spięć wynika z tego, że jesteśmy inni i trzeba to po prostu olać, a tylko 20% to rzeczy, które rzeczywiście trzeba przeanalizować. To jest właśnie resilience w związku.
Ma to zresztą twarde podstawy naukowe. W Bostonie spotkaliśmy się z Robertem Waldingerem, szefem słynnego badania Happiness Study. Wynika z niego wprost, że najlepszym predyktorem tego, jak długo i zdrowo będziemy żyli, nie jest nasze ciśnienie krwi czy poziom cukru, ale właśnie stan naszych relacji. Nastawienie umysłu (mindset) oraz serca (heartset) daje nam siłę do podejmowania właściwych decyzji.
Wspomniałeś o medycynie, ale często powtarzasz, że do zbudowania świata długowieczności lekarze sami nie wystarczą – potrzebujemy „całej wioski”. Dlaczego?
Kiedy ludzkość leciała na Księżyc, to nie była robota dla samych inżynierów. Zbudowano całe miasta, zaangażowano ludzi od komunikacji, menedżerów, CEO, CFO. Dokładnie tak samo jest z longevity. Lekarze i naukowcy sami tego nie zbudują, potrzebują wsparcia z różnych branż i dziedzin. Dlatego zachęcam każdego: pomyśl, jak Ty możesz wesprzeć ten rozwój, bo jeśli zaangażuje się w to wielokrotnie więcej osób, wszystko potoczy się znacznie szybciej.
Odwiedziłeś wiele światowych klinik długowieczności. Co zszokowało Cię najbardziej w porównaniu do klasycznego podejścia do zdrowia?
Największą lekcją było to, jak gigantyczną rolę odgrywa tu całościowa diagnostyka. Często, gdy czujemy się zdrowi, myślimy, że jesteśmy niezniszczalni. Tymczasem główne choroby, które nas zabijają – rak, cukrzyca, choroby serca czy neurodegeneracyjne – rozwijają się w ukryciu. Możemy czuć się super, mając raka w stadium drugim lub trzecim. Umieranie na rzeczy, którym można było zapobiec, to po prostu głupota. Zamiast kupować nowy samochód, lepiej wydać te pieniądze na pełne badania – dla siebie i rodziny.
W zaawansowanych klinikach longevity nie robi się tylko podstawowego panelu krwi. Łączy się markery z pełnym obrazowaniem – DEXA scan, CT scan, full body MRI – co eliminuje błędne odczyty (miss readings). Do tego dochodzi genetyka i testy funkcjonalne, a sztuczna inteligencja porównuje wyniki z bazami tysięcy rekordów, szukając wzorców rozwoju chorób w przyszłości. Chodzi o to, by system działał jako healthcare (dbanie o zdrowie), a nie sick care (leczenie chorób).
Doskonałym przykładem jest Singapur, gdzie świadomość longevity deklaruje ponad 50% społeczeństwa i domaga się takich rozwiązań od rządu – tam gęstość klinik długowieczności jest wyższa niż w całej Europie razem wziętej. Dzięki efektowi skali i AI ceny tych usług spadają i stają się one dostępne dla zwykłych mieszkańców. Musimy iść w tę stronę globalnie, również w Europie, bo społeczeństwa się starzeją i bez wydłużenia zdrowego życia systemy gospodarcze po prostu się załamią.
Twój projekt Live Beyond ma pomóc w tej zmianie kulturowej. Czego możemy się spodziewać po Twoim wystąpieniu na ELEVATE?
Przede wszystkim mam nadzieję, że to nie będzie sztywny wykład, ale początek rozmowy. Zarówno moja książka, jak i film dokumentalny, którego premiera planowana jest na 2026 rok, opierają się na emocjonalnej historii podróży ojca i syna oraz na dziesiątkach wywiadów z topowymi ekspertami.
Na scenie ELEVATE nie będę sam – wystąpię razem z dr Olivią Lesslar, lekarką zajmującą się sferą serca, umysłu i ciała, oraz z Raiany Romanni-Klein, która jest bioetyczką. Poruszymy najważniejsze pytania: jaki wpływ na gospodarkę i społeczeństwo będzie miała długowieczność, jak się w tym wszystkim połapać i jak poukładać to sobie w życiu. Osobistym celem, który bardzo ze wszystkimi chciałbym tam zbudować, jest stworzenie nowych relacji – bo wierzę w to, że każda osoba, z którą się łączymy, to most do większej i cudowniejszej przyszłości.